Rok 2011 - nr 3

« powrót

KML 2011_3 (orginal)


Druga strona muzycznej różnorodności


Na muzyczny obraz Łodzi nie składa się tylko parada klasycznych instytucji - filharmonii, teatrów, opery i operetki oraz wyższej uczelni, kształcącej wysoce profesjonalnych muzyków i wokalistów. Świat muzyki poważnej i klasycznych form jej upowszechniania - a tematyce tej poświęcony był nr 2/54/2011 „Kroniki Miasta Łodzi" - stanowi niewątpliwie o wysokiej randze kultury miasta, i choć dla wielu jest najważniejszą istotą życia muzycznego Łodzi, to nie wypełnia przecież całej bogatej i skomplikowanej jego przestrzeni.
Łódź ma także ogromny dorobek w dziedzinie różnych form muzyki lżejszej niż jej klasyczne kanony - jazzu, zespołów big-bandowych, orkiestr estradowych i radiowych oraz nadspodziewanie rozległego spectrum formacji wokalno-muzycznych. To bogactwo rocka, różnych odmian muzyki folkowej i całej urozmaiconej mieszanki tradycji z ambicjami progresywnymi. Wreszcie ważna dla dopełnienia tego obrazu życia muzycznego jest muzyczna scena alternatywna, poszukująca własnego miejsca w kulturze nie tylko przecież miasta, ale przede wszystkim w wymiarze prawdziwie uniwersalnym. Warto też pamiętać o muzycznej awangardzie, która nie prezentuje przecież jednolitego oblicza, ale koncentruje się na bardzo wielu planach.
To w Łodzi powstał tuż po zakończeniu II wojny światowej zespół Melomani, którego pionierskie miejsce w historii polskiego jazzu jest niezaprzeczalne. W trudnych czasach narzuconej przez reżim normatywnej socrealistycznej kultury, nie przewidującej miejsca na uprawianie swobodnej twórczości artystycznej, łódzki zespół jazzowy, działający na zasadzie grupy towarzyskiej, potrafił stworzyć ważną, bo autentyczną enklawę wolności.
Łódzka Rozgłośnia Polskiego Radia, której istnienie i lata świetności łączą się najściślej z osobą Henryka Debicha, ma niezaprzeczalny wkład w rozwój polskiej muzyki popularnej. Ponad czterdziestoletnie dzieje tej orkiestry, kształtującej gusty muzyczne dwu pokoleń Polaków, a także wypracowany przez jej dyrektora styl prezentacji estradowej - znany z kilku wiodących festiwali piosenki - wycisnęły swoje piętno także na innych, później powstałych orkiestrach. I do dziś wiele z tych wypracowanych przez lata Debichowych kanonów estradowego stylu pozostało aktualnych.
Inna łódzka formacja radiowa - Orkiestra Mandolinistów Polskiego Radia w Łodzi, założona w 1946 r. przez repatrianta z Wilna Edwardą Ciukszę, choć dla wielu słuchaczy bywała tylko sentymentalnym reliktem przedwojennych mód muzycznych, to przecież miała w całej Polsce zagorzałych admiratorów domagających się kontynuacji dzieła jej twórcy, także po jego śmierci w 1970 r. Fenomenem tej osobliwej orkiestry była ogromna ilość nagrań radiowych różnych utworów polskiej i światowej muzyki w lekkiej transkrypcji dostosowanej do jej szczególnego, zdominowanego przez mandoliny, instrumentarium.
O łódzkim zespole jazzowym Tiger Rag mało już się dzisiaj pamięta, choć przed niecałym półwieczem był on jednym z filarów ówczesnej młodzieżowej kultury. Podobnie jak w przypadku Melomanów, także muzycy Tiger Ragu traktowali granie jazzu jako sympatyczną towarzyską przygodę. Zespół się rozpadł, kiedy kilku jego członków wybrało inne pola twórczości, na których osiągnęli zresztą dość szybko liczące się sukcesy. Trębacz zespołu Andrzej Makowiecki został reporterem i znanym pisarzem, a kontrabasista Ryszard Hunger poświęcił się malarstwu i dydaktyce plastycznej, piastując nawet przez dwie kadencje funkcję rektora Akademii Sztuk Pięknych w Łodzi.
Pokolenie, które wychowało się na muzyce Trubadurów młodość zostawiło już dawno za sobą, ale pozostał sentyment. Bo chyba był to zespół bardzo po łódzku wyrażający tęsknoty za piękniejszym światem, do którego można było z fantazją aspirować przebierając się w historyczne stroje. Stroje nie mające wprawdzie nic wspólnego z historią miasta czy jego tradycją, ale zachęcające do wspólnej ucieczki od szarej i siermiężnej rzeczywistości PRL.
Zupełnie inna idea przyświecała grupie skifflowej No To Co, której pojawienie się na estradzie przed z górą 40 laty zwróciło uwagę na potencjał, jaki tkwi w polskim folklorze. Jeśli tylko ma się umiejętność czerpania z jego zasobów w sposób swobodny i twórczy, a artystów nie przygniata nakaz etnograficznej poprawności, znany choćby z działalności różnych pseudoludowych zespołów pieśni i tańca. Szkoda tylko, że zespół No To Co, który mógł się stać wzorcowym projektem muzycznego folku, zyskał znacznie większą aprobatę za granicą niż w Polsce. I szkoda, że wartość i rewelacyjność zespołu zauważyła przede wszystkim wytwórnia czechosłowacka Suprafon, która zarobiła duże pieniądze na rynku amerykańskim dzięki wydanej natychmiast płycie No To Co. Do dzisiaj zresztą No To Co jest jedyną polską grupą, która znalazła się w Światowej Encyklopedii Muzycznej wydanej przez czasopismo „Billboard".
Łódzka scena muzyczna podlegała przekształceniom wymuszonym przez czas, indywidualne ambicje artystów, zmieniające się mody, a - może szerzej rzecz ujmując - głównie nowsze tendencje oraz pokoleniowe standardy. W dziejach łódzkiego rocka przewinęło się wiele zespołów i pewnie przydałaby się solidna monografia pokazująca jak te muzyczne grupy powstawały, jak rzutowały na ich styl upodobania estetyczne ich liderów, jak w wyniku różnego rodzaju przesileń zmieniały się kryteria artystyczne tych grup. Dobrym przykładem może być Rezerwat, którego początki istnienia to rok 1982 - czas, jak wiadomo, bardzo trudny dla Polaków, bo odciśnięty beznadzieją stanu wojennego. Między pierwszymi kompozycjami grupy znanymi jako Obserwator i Histeria - w których można było dopatrzyć się echa reakcji na to, co działo się na zewnątrz studia nagrań - a pochodzącym z 1985 r. słynnym przebojem Zaopiekuj się mną był już dystans większy niż tych kilka lat dzielących powstanie tak różnych utworów. Inny styl, inne odniesienia nie tylko zresztą estetyczne.
Podobny przykład płynie z dziejów grupy Varius Manx, której początkowe, pochodzące z wczesnych lat 90. nagrania, symbolizujące poszukiwania całkowicie odrębnego stylu - a nawet dość jasno zadekretowanej awangardowości opartej na projekcie wyłącznie instrumentalnym - stały się kontrastem późniejszej stylistyki podpartej wokalnymi popisami zmieniających się solistek tego zespołu.
Ważny rozdział w historii łódzkiej muzyki z kręgu popularnego rocka otworzył zespół Blue Cafe. Na jego estradowym obrazie zaważyła początkowo silnie indywidualność wokalistki Tatiany Okupnik, z którą wiązała się szybko postępująca od 1990 r. popularność zespołu. Po zmianie wokalistki - jest nią dzisiaj Dominika Gawęda - zmieniał się też stopniowo styl muzyki zespołu i cel, jaki sobie on stawia w kontakcie z widownią. Dzisiaj jest to multimedialne przedsięwzięcie, bo - jak mówi w zamieszczonym w tym numerze „KMŁ" lider Blue Cafe Paweł Rurak-Sokal - Teraz nasze koncerty to nowoczesne pełne tańca show.
Łódź jest od lat przysłowiowym zagłębiem wielu cennych inicjatyw w dziedzinie muzyki alternatywnej, kontestującej programowo istniejące wzory estradowe, proponującej odmienną estetykę i odrębny system artystycznych kryteriów. Wystarczy przypomnieć legendarny już zespół Moskwa i jego lidera Pawła Gumolę, którzy byli rewelacją kilku festiwali w Jarocinie w latach 80. Choć trudno mówić o kontynuacji buntu tamtego pokolenia wyrażającego swój sprzeciw wobec martwoty okresu, w którym dojrzewali, to również i następnej generacji muzyków bunt tego rodzaju nie jest obcy. Założony w 2001 r. zespół Cool Kids of Death, składający się z dobrze wykształconych młodych ludzi, to dzisiaj jeden z najbardziej rozpoznawalnych reprezentantów polskiej muzyki alternatywnej. Choć jedną ze swych piosenek „Kulkidsi" zatytułowali Nie będzie żadnej rewolucji - uchodzą za czołowy zespół muzycznej kontestacji. Teraz, dobijając do dziesiątej rocznicy istnienia zespół wydał album pod znamiennym tytułem Plan ewakuacji. Nie zwiastuje on chyba jednak końca Cool Kids of Death.
Scena łódzkiego muzycznego undergroundu należy do najbardziej rozpoznawalnych w kraju. Nie tylko za sprawą zespołu Jude, odwołującego się ostentacyjnie swoją nazwą do refleksji pozamuzycznej. Podobną im estetykę proponuje zresztą kilka innych formacji. Nie wszystkim im mogliśmy poświęcić miejsce w ograniczonym objętościowo zeszycie naszego kwartalnika. Podobnie jak, z tych samych przyczyn, musieliśmy zawęzić do możliwych granic prezentację całego, tak bardzo różnorodnego życia muzycznego Łodzi.

Gustaw Romanowski