Rok 2012 - nr 1-2

« powrót

KML 2012_1 (orginal)Jubileusz miejskiego czasopisma. Dwadzieścia lat minęło.

Wśród wielu inicjatyw czasopiśmienniczych jakie rodziły się w Łodzi - a dotyczy to głównie okresu międzywojennego bogatego w różne wydawnicze efemerydy - tylko kilka z nich przetrwało dłużej niż rok. O wiele częściej pojawiały się czasopisma, które kończyły swój żywot po wydaniu kilku numerów. Nie zawsze zresztą o upadku tytułu decydowały powody finansowe. Czasem, jak w przypadku dwutygodnika „Kronika", ukazującego się w Łodzi w latach 1955-1957, na likwidację wpłynęły względy polityczne, bo pismo to zbyt śmiało próbowało prezentować w miarę rzeczywisty obraz PRL korzystając z chwilowego złagodzenia cenzury po tzw. Październiku 1956. Najdłużej natomiast ukazującym się w Łodzi czasopismem był tygodnik „Odgłosy", którego historia zamyka się datami 1958-1992 z krótkotrwałym jeszcze epizodem wskrzeszenia czasopisma po dziesięciu latach. „Odgłosy" przeżyły więc 32 lata uzupełnione nawet dość udaną próbą reaktywacji tego tytułu w 2002 r. Choć niestety przerwaną z przyczyn finansowych już po kilku wydanych numerach.
I oto okazało się, że drugim periodykiem pod względem długości czasu wytrwania na łódzkim rynku prasowym jest „Kronika Miasta Łodzi", czasopismo powołane do życia przez łódzki samorząd. Kiedy ukazał się jego pierwszy, skromny objętościowo numer w początkach 1992 r. nierzadkie były głosy ,że periodyk taki powinno wydawać raczej towarzystwo naukowe albo uczelnia a nie organ władzy lokalnej , który - jeśli tylko zechce - będzie wywierał nadmierny polityczny wpływ na linię redakcyjną wydawnictwa uzależnionego finansowo najściślej od jej dobrej woli. Że tak się podczas inauguracji „KMŁ" nie stało, jest zasługą Wojciecha Michalskiego, autora ówczesnej inicjatywy wydawniczej samorządu, który nie tylko jako radny przeforsował na forum Rady i w Zarządzie Miasta samą ideę miejskiego czasopisma ale także nadał kilku pierwszym jego numerom zobiektywizowany charakter czasopisma paranaukowego. Regularne ukazywanie się czasopisma miała wspierać fachowa pomocą Rada Redakcyjna złożona z pracowników naukowych łódzkich uczelni. W dalszym zamyśle pierwszego redaktora czasopismo miejskie mogło ewoluować nawet do pozycji periodyku ściśle naukowego.

* * *
Dalsze dzieje „Kroniki..." potoczyły się jednak w innym kierunku, kiedy w 1995 r. powołana została kilkuosobowa profesjonalna redakcja czasopisma kierowana przez socjologa kultury Andrzeja Rostockiego, a dotychczasowa Radę Redakcyjna przekształcono w Radę Programową mającą wytyczać tylko dalsze plany wydawnicze. Choć nadal głównie pozostali w niej naukowcy, to profil czasopisma miejskiego został przekształcony dość radykalnie na bardziej
popularny, ukazując w ten sposób różne drobne nawet aspekty łódzkiej problematyki. O wiele swobodniejsza forma redagowania czasopisma pozwoliła na wprowadzenie na jego łamy łatwiejszej dla czytelnika publicystyki, wspomnień, felietonów i wywiadów. To wpłynęło na ożywienie jego treści choć nie zintensyfikowało tempa wydawniczego. Dlatego „Kronika...", mająca się ukazywać w odstępach półrocznych w dalszym ciągu trafiała do czytelnika rzadziej. Istotne było jednak utrzymanie ciągłości wydawniczej, choć w latach 1997 i 1998 ukazywał się rocznie tylko jeden zeszyt.
W 1999 r. zmieniony został skład Rady Programowej, w której oprócz naukowców znaleźli się ludzie kultury. Całkowicie nowym a chwilami najliczniejszym dotąd zespołem redakcyjnym pokierował były dziennikarz PAP Bogusław Sikorski. Tym razem półroczny cykl wydawniczy został dochowany. Utrzymana została przyjęta przez poprzednią redakcję formuła wydawnicza. W „Kronice..." pojawiło się więcej biografii, opracowań historycznych, a nawet wiersze. Ale przy okazji także teksty nie związane tematycznie z Łodzią. W 2002 r. Rada Miejska postanowiła, że czasopismo miejskie powinno być kwartalnikiem i redakcja aby zmierzyć się z przyśpieszonym cyklem zleciła wszystkie prace wydawnicze firmie zewnętrznej. Odbiło się to na wyraźnie na kształcie czasopisma. Dlatego trzy zeszyty „Kroniki..." z tamtego roku mają znacznie zmniejszony format i układ typograficzny, właściwy dla standardowej książki a nie czasopisma. Ozdobą tych tomów stały się wprowadzone po raz pierwszy kolorowe wkładki ilustracyjne.

* * *
Kiedy jesienią 2002 r. po kolejnych wyborach samorządowych redakcja kwartalnika rozwiązała się samoistnie, powstała wielomiesięczna przerwa w cyklu wydawniczym, wskutek czego Prezydent Miasta rozwiązał Radę Programową. Dopiero 24 czerwca 2003 r. w oparciu o opinie Rady Miasta aktem prawa lokalnego powołana została nowa redakcja. To już obecny zespół, którym od dziewięciu lat mam zaszczyt kierować.
Podejmując się redagowania czasopisma miejskiego ukazującego się tylko cztery razy w roku uznaliśmy jako redakcja ,że kontynuowanie dotychczasowej formuły „Kroniki" jako luźnego magazynu złożonego każdorazowo z różnotematycznych i często zupełnie przypadkowych tekstów, zubaża i spłyca jego ofertę promocyjną. Uznaliśmy, że stać nas na więcej. Zdecydowaliśmy się więc na wydawanie numerów tematycznych, bo tylko w ten sposób można było poświęcać je możliwie szeroko poszczególnym dziedzinom życia społecznego Łodzi. Wiedzieliśmy, że to nie będzie łatwe, bo każdy tematyczny numer mający 200 - 300 stron druku muszą wypełnić teksty kompetentne i nie powierzchowne ale jednocześnie zachęcające przeciętnego czytelnika do pogłębionej lektury, więc napisane językiem wolnym od nazbyt naukowego slangu. Trudność polegającą na skąpej liczbie piszących zawodowo autorów chętnych jednocześnie do podjęcia się popularyzacji trudniejszych zagadnień, pokonaliśmy zachęcając przedstawicieli różnych zawodów i specjalizacji do opisywania zjawisk, które są bliskie ich wykształceniu i zawodowi i na których się znają choć niekoniecznie potrafią streścić to językiem popularnego wywodu. Postawiliśmy więc na fachowców - zwłaszcza ludzi młodych - oddając im w znacznej mierze pole do zapisania kart kwartalnika ale zapewniając jednocześnie wnikliwą pomoc redakcyjną w ostatecznym formowaniu tekstów aby uczynić je przystępnymi dla każdego czytelnika. Oznaczało to w praktyce korzystanie z bardzo szerokiego kręgu autorów. Znaleźli się wśród nich psycholodzy, socjolodzy, prawnicy, inżynierowie, etnolodzy, historycy, filmowcy, filolodzy, kulturoznawcy, dziennikarze i pracownicy wielu specjalności. Dzięki temu rocznie przez łamy „Kroniki..." przewija się przeciętnie ponad 100 autorów. W ten sposób udało się nam stworzyć pewien styl „Kroniki..." jako czasopisma nie do końca popularnonaukowego ale raczej dość dobrze p o p u l a r y z u j ą c e g o różne sfery, działy i gałęzie aktywności łodzian składające się na szeroki dorobek naszego miasta.

* * *
Tak rozumiemy promocję miasta realizowaną krok po kroku w warunkach niskonakładowego czasopisma, przeznaczonego głównie dla bibliotek, czytelni, placówek kultury, chętnie czytanego przez nauczycieli, studentów, uczniów, zwłaszcza tych poszukujących różnych źródeł do wiedzy o regionie. Pokazujemy Łódź różnorodną i złożoną - wywodzącą swoją teraźniejszość ze specyficznej i niepowtarzalnej na tle innych miast polskich historii. Staramy się jednocześnie patrzeć na współczesność miasta jak na jakość nową, niekoniecznie wywodzącą swoją żywotność z historycznego rodowodu miasta przemysłowego. Kompleks postindustrialny, z którego Łódź w znacznym stopniu wydobyła się o własnych siłach - bo łódzkie prządki i łódzcy tkacze nie otrzymali osłony finansowej, na którą mogli liczyć górnicy czy stoczniowcy - nigdy nie zbliżył się do poziomu zapaści, co przepowiadali niemądrzy pesymiści. Dlatego to właśnie optymizm i łódzką umiejętność wychodzenia z kryzysu staraliśmy się pokazywać na łamach „Kroniki..." w takich choćby zeszytach tematycznych jak „Tożsamość miasta" , „Łódź ekologiczna", „Pejzaże Łodzi" czy „Łódź przemysłowa" . W tym tez kierunku zamierzamy rozwijać projekty nowych numerów tematycznych przybliżających przede wszystkim wieloaspektowość rozpoczętej w Łodzi największej inwestycji oraz prognoz rozwojowych miasta.
Uważamy wszakże ,że najbardziej nośnym tematem dobrze promującym miasto jest kultura , bo - jak powiedział Jan Paweł II - Przyszłość należy do kultury, nie do polityki. Różnym dziedzinom łódzkiej kultury poświęciliśmy dotychczas 15 numerów, z których największym powodzeniem cieszyły się dwa tomy „Łodzi teatralnej", „Łódź festiwalowa", „Łódź gwiaździsta" (filmowa) oraz drugi tom „Łodzi muzykalnej" poświęcony lżejszym formom muzyki . „Łodzią wystawienniczą" zaś zainteresowały się niespodziewanie galerie w Warszawie, Gdańsku i Poznaniu a nawet w Berlinie, poszukujące szerszych informacji o tym czym dysponuje łódzka oferta w tej artystycznej branży.
Chociaż temat wielokulturowości Łodzi dziś już spowszechniał to wypada przypomnieć, że nasza redakcja poświęciła spuściźnie po dawnych mieszkańcach Łodzi cztery obszerne tematyczne zeszyty: o społeczności łódzkich Żydów ( w 2004 i 2009 r.) o łódzkich Niemcach ( 2005 ) i o rosyjskiej diasporze ( w 2006 ). Cieszy nas, że teksty zamieszczone na łamach „Kroniki..." zainspirowały innych wydawców, publicystów a nawet badaczy , którzy pośpieszyli śladami naszych autorów.

* * *
Opracowaliśmy dotychczas 33 tematyczne zeszyty „Kroniki Miasta Łodzi". Znaleźliśmy się zapewne w połowie listy tematów, które warto byłoby szerzej zaprezentować. Przydałyby się na pewno numery poświęcone problemom demograficznym, jak też mało spenetrowanym dotychczas zagadnieniom wyjazdów i powrotów łodzian i to wcale nie w aspekcie historycznym. Nie jest tylko tak, że łodzianie głównie wyjeżdżają. Są także powroty, często wręcz spektakularne. O tym warto napisać bo wracają nie tylko starzy byli mieszkańcy , którzy dorobili się emerytury w Stanach. Wracają łodzianie w średnim wieku, którym się za granicą powiodło ale ze zdobytym kapitałem uważają, że w Polsce powiedzie się im jeszcze lepiej. Zjawisko to układa się w pewien proces, który dokumentujemy od kilku lat. Jego podsumowaniem będzie zeszyt tematyczny, pod roboczym tytułem „Emigracje i powroty".
Nasza uwaga, jaką przykładamy przedstawianiu wielorakich inicjatyw społecznych - warto wspomnieć np. zeszyty „KMŁ" poświęcone stowarzyszeniom, festiwalom czy działalności filantropijnej - musi być stale zwrócona na prawdziwy przełom jaki się dokonuje w aktywności łodzian. Wyrazem tej aktywności jest coraz szersze poczucie identyfikacji, zwłaszcza młodego dobrze wykształconego pokolenia łodzian z miastem, w którym żyją. Jeszcze dziesięć lat temu socjolodzy alarmowali, że mieszkańcy Łodzi w stosunkowo małym stopniu identyfikują się ze swoim miastem. Może to nie rewolucja ale na pewno bardzo przyśpieszona ewolucja zmieniła ten pogląd diametralnie. Wyłonił się dojrzały lokalny patriotyzm objawiający się zaangażowaniem w poprawę wizerunku miasta. Żeby wspomnieć tu dość niezwykłe akcje podejmowane na rzecz promocji łódzkiego lotniska czy w obronie zabytków zagrożonych dewastacjami. Spontaniczne akcje społeczne i rodzenie się na tym gruncie nowych stowarzyszeń i fundacji - to przekonywujące symptomy utrwalania się społeczeństwa obywatelskiego . Tym pojawiającym się pozytywnym inicjatywom, pomysłom a zwłaszcza ludziom oddającym swój czas , cierpliwość i energię - a nierzadko nawet własne pieniądze na dobro wspólne - musimy jako czasopismo miejskie starać się towarzyszyć. Powinny z tych pomysłów zmaterializować się prawdopodobnie dwa tematyczne zeszyty, nazwane hasłowo: „Łódź - inicjatywy młodości".

* * *
Miasto się przeobraża. Tworzenie Nowego Centrum Łodzi to nie tylko potężny wysiłek inwestycyjny. To także niespotykane dotąd w naszym mieście na taką skalę wyzwanie logistyczne. Składa się na nie wielka budowa i nowa przestrzeń urbanistyczna ale także złożony problem wtopienia tej przestrzeni w otaczającą i istniejącą tkankę miejską. Pojawiać się więc muszą różne warianty koordynacji tych z natury rzeczy kontrastowych przestrzeni. Nie jest to zapewne problem tylko urbanistyczny i komunikacyjny. W tym otoczeniu pojawi się zapewne wiele innych zagadnień, które mogą się wiązać z tym jak przebiegać będzie proces identyfikacji społecznej z tą nowoczesną enklawą wmontowaną w historyczne sąsiedztwo. Chcemy jako redakcja podążać z tym kompleksem spraw wpływających niewątpliwie silnie na tożsamość miasta. Zaznaczamy bloki tematyczne , które na roboczo nazywamy „Łódź kreatywna", „Łódź harmonijnego rozwoju", „Łódź na szynach", „Łódzkie dworce". W przeobrażeniach Łodzi
coraz w większym stopniu miasta inteligencji duży udział mają wyższe uczelnie. Więcej uwagi będziemy chcieli teraz poświęcić osiągnięciom łódzkiej nauki, zwłaszcza w dziedzinie nauk eksperymentalnych i nowych rozwiązań technologicznych. To są dziedziny coraz mocniej mogące wpływać na jakość łódzkiej marki.

* * *
Mamy zamiar nadal poświęcać łamy czasopisma historii. Warto przypominać i podkreślać „amerykańskie" tempo rozwoju Łodzi w XIX, bo jest to jeden z silnych elementów tożsamości naszego miasta i - patrząc z dzisiejszej perspektywy - uzasadniony powód do dumy. Pisaliśmy wielokrotnie o wybitnych łodzianach, sukcesywnie poszerzając poczet ludzi ważnych dla naszej małej ojczyzny. Ale na tym polu jest jeszcze wiele do zrobienia. Zasłużonych dla miasta w różnych dziedzinach łodzian - nieznanych szerzej albo nawet bardzo często wcale - odkrywają w archiwach historycy. Podążamy tymi ,śladami, starając się przywracać pamięci na kartach „Kroniki..." dobre wzorce osobowe. Oprócz popularyzacji widzimy w tym także cele dydaktyczne. Żywe zainteresowanie tymi publikacjami przez nauczycieli jest dowodem, że jest to słuszny wybór. W tym nurcie chcemy kontynuować „Kroniki rodzinne" - pokazując rodziny, których kilka pokoleń złożyło się nie tylko na familijne trwanie w naszym mieście ale przełożyło się także na sukcesywny rozwój i awans cywilizacyjny.
W 2006 r. w ramach istniejącego budżetu, jakim dysponuje redakcja, zaczęliśmy wydawać odrębny zeszyt w cyklu „Bohaterowie trudnych czasów". Poświęciliśmy te tomiki złożone z niewielkich biografii łodzianom, w których życiorysach znalazł się dramat związany z walką, oporem, protestem. Przywracając społecznej pamięci osoby niezwykłe, chcieliśmy aby łodzianie odczuli satysfakcję, iż w ich mieście żyli bądź żyją współobywatele, zasługujący na szczególny szacunek. Sześć zeszytów i 36 opublikowanych dotąd małych biografii to bogata panorama odważnych ludzkich wyborów podejmowanych w sytuacjach trudnych, często ekstremalnych - w warunkach wojny, przemocy, totalitarnej dyktatury, bierności otoczenia. Publikacje te znalazły się w żywym zainteresowaniu uczniów szkół średnich, środowiska pedagogicznego, historyków, kręgów dawnej opozycji niepodległościowej, kombatantów, kręgów emigracyjnych.

* * *
„Kronika Miasta Łodzi" należy do licznej dziś grupy czasopism miejskich, które ukazują się z inicjatywy i inspiracji samorządów lokalnych. Są wśród nich bardzo różne periodyki - od dwutygodników po roczniki. Są to też tytuły oparte na bardzo różnych koncepcjach. Są wśród nich skromne informatory, efekciarskie foldery, kolorowe albumy, literackie almanachy a przeważnie zbiory złożone z przypadkowo dobranych tekstów. Po „Kronice Miasta Poznania" , najstarszym, bo założonym w 1923 r. Kwartalniku , my wychodzimy najdłużej bo już dwie pełne dekady. Choć zaczynaliśmy skromnie jako półrocznik to od dziesięciu lat ukazujemy się co kwartał a przez ten czas powiększyliśmy objętość zeszytu dwukrotnie. I jedno i drugie uważamy za osiągnięcie zarówno Miasta jak i Samorządu.
Wśród plejady czasopism miejskich „Kronika..." jest rozpoznawalna i postrzegana jako wydawnictwo poważne ale adresowana do szerszego odbiorcy. Tym różnimy się od wspomnianego kwartalnika poznańskiego, opartego wyłącznie na publikacjach historycznych i przez to dość hermetycznego. Od eleganckiego miesięcznika „Kraków" różni nas mniejszy format i skromniejsza typografia ale za to znacznie większa różnorodność tematów i bez porównania szersza zawartość treściowa. Od ukazującego się co dwa tygodnie „Herolda Gdańskiego", gdzie w ogóle nie ma pogłębionej publicystki, a czasopismo ma tylko 16 stron, różni nas prawie wszystko. Uważamy, że odchodząc od raczej sztywnej formuły czasopisma paranaukowego ale nie wprowadzając na łamy treści doraźnej propagandy, uzyskaliśmy efekt promocyjny miasta w formie wyważonej i długofalowej. Tak realizowana przez nas taka idea czasopisma miejskiego spotkała się już w 2006 r. z przychylną oceną specjalistów z Biblioteki Narodowej.
„Kronikę..." można dziś przeczytać w kilkudziesięciu najważniejszych bibliotekach w kraju i w kilku zbiorach za granicą. Dla czytelnika spoza Łodzi nasze czasopismo zawiera pogłębioną ofertę wiedzy o mieście, często zaciekawia. Dowodem są listy od czytelników .Niektóre przychodzą z zagranicy ale nie tylko od łodzian, których losy wywiodły daleko od kraju. Także od naukowców, którzy łódzki temat uznają za ważny w ich badaniach. Tylko w 2010 r. zwracali się do nas np. naukowcy z Austrii, Czech, Francji, Holandii, Stanów Zjednoczonych z prośbami o nadesłanie numeru kwartalnika lub pomoc w dotarciu do źródeł, na których były oparte nasze publikacje. Wzruszające są listy starych łodzian rozsianych po świecie, którzy proszą o „Kronikę..." Czasem z tak dalekich krajów jak Argentyna, Brazylia, Nowa Zelandia, Republika Południowej Afryki. Stałych czytelników mamy w Anglii, Izraelu, Niemczech, Stanach Zjednoczonych, Szwecji.
„Kronika Miasta Łodzi" jest jedynym w kraju kwartalnikiem o profilu społeczno-kulturalnym redagowanym przez tak mały zespół. Od dziewięciu lat odkąd rozwiązane zostało ciało doradcze w postaci rady programowej - linia redakcyjna, programowanie i dość żmudne redagowanie dużego objętościowo kwartalnika opiera się więc na dużym wysiłku zespołu oraz racjonalnym wykorzystaniu środków budżetowych przeznaczonych na realizację miejskiego czasopisma. Warto może zauważyć, że dysponujące kilkakrotnie większymi budżetami czasopisma Gdańska, Karkowa czy Poznania redagują znacznie większe zespoły. Choć od 2008 r. budżet „Kroniki..." skurczył się o ponad 20 proc. to racjonalne i oszczędne nim gospodarowanie pozwoliło przez ostatnie lata utrzymać wypracowany poziom i te samą objętość czasopisma.

* * *
Czasopismo samorządowe przez dwadzieścia lat ukazywania się stało się dobrem ogółu. Wprawdzie nie mogliśmy liczyć na wzrost nakładu ale obierając taki a nie inny kształt ideowy kwartalnika podtrzymywaliśmy sens promowania miasta i jego dorobku tak jak podpowiadało nam doświadczenie i intuicja. Zeszyty z tematem wiodącym okazały się pomysłem trafionym. Tak też ostatnio zrecenzowało naszą działalność jury Wojewódzkiej i Miejskiej Biblioteki Publicznej im. Marszałka Józefa Piłsudskiego uznając, że zasłużyliśmy na prestiżową dla nas nagrodę Superekslibrisu "za całokształt dotychczasowych osiągnięć w zakresie publikacji o Łodzi".
To cieszy nie tylko nas, bo oznacza, że zrobiliśmy wspólnie coś pożytecznego dla Miasta.


Gustaw Romanowski