Rok 2012 - nr 4

« powrót

KMŁ 2012 4 (orginal)

 

Miasto jest zbyt ważne...

Relacja z II Kongresu Ruchów Miejskich w Łodzi

Studentka architektury jeżdżąca na „ostrym kole", młody artysta w jaskrawej koszulce i bojówkach, emerytowany profesor w granatowym garniturze. Działają w zaciszu prywatnego mieszkania, w biurze fundacji lub stowarzyszenia, a czasem na ulicy, biorąc udział w happeningach przed telewizyjnymi kamerami. Łączy ich tylko jedna maniera: nadgorliwie odmieniają przez wszystkie przypadki słowo „miasto". Czemu właśnie ono tak owładnęło myślami tych ludzi? Wspólnie stoją w korkach, płacą te same stawki za wodę i wywóz śmieci, czują zimny pot na plecach, idąc zrujnowaną ulicą, która miały być „zrewitalizowana", i czują to samo: najwyższy czas coś z tym zrobić.

 „Miasto jest zbyt ważne, aby jego projektowanie pozostawić mieszkańcom" - zwykł mawiać architekt, malarz, rzeźbiarz i urbanista Le Corbusier (1887-1965). Ten czołowy przedstawiciel stylu międzynarodowego w architekturze oraz modernistycznego planowania miast już przed drugą wojną światową zdawał sobie sprawę z zachodzących przemian cywilizacyjnych. Miasta w XX wieku zaczęły rosnąć w niespotykanym tempie, co stanowiło pokłosie rewolucji przemysłowej. Nowe technologie zapowiadały kolejne przemiany w transporcie, zarówno morskim czy lotniczym, jak i samochodowym. Świat wszedł w epokę, w której odległość przestaje być barierą, a to zmienia sposób funkcjonowania metropolii. Modernizm zaprzeczył „chaotycznej" dziewiętnastowiecznej koncepcji rozwoju miast, dzieląc je na strefy: mieszkalne, przemysłowe, biurowe, handlowe. Budując osiedla oddalonych od siebie wysokich budynków, realizował postulat światła, powietrza i udogodnień cywilizacyjnych dla wszystkich mieszkańców. Miasto miało stać się maszyną do życia, a dom maszyną do mieszkania dla nowego, „zorganizowanego" człowieka. Przykładem realizacji tej utopii była Brasilia, budowana na pustym polu stolica Brazylii, powstające od 1960 roku „miasto idealne", z którego kłopotami do dziś trudno sobie poradzić.

W powojennej Polsce modernistyczną urbanistykę połączono z gospodarką planowaną - konieczność odbudowy miast i łatwość wywłaszczania doskonale wspomagały realizację reformatorskiej standaryzacji, która w latach 60. nabrała rozpędu. Wielość realizacji „nieludzkich" w wymiarze urbanistycznym wraz z estetycznym zunifikowaniem doprowadziła do powstania modelu degradujących indywidualność „osiedli z wielkiej płyty". Powstawały one u nas, gdy w Ameryce i Europie Zachodniej krytycy modernistycznego spojrzenia na miasto, jak Jane Jacobson, Peter Hall czy Robert Venturii, postulowali już powrót do gęstej, zróżnicowanej zabudowy miejskiej oraz pogodzenie się z faktem wielości i zróżnicowania potrzeb mieszkańców. W podejściu do planowania miast pojawiło się wiele ważnych pomysłów: koncepcja miasta-ogrodu, urbanistyka postmodernistyczna czy forma otwarta w architekturze Oskara Hansena. Nie wchodząc w szczegóły, istotna jest zasadnicza zmiana, która dokonała się w urbanistyce w ciągu XX wieku. Zdano sobie sprawę, że miasto stało się zbyt ważne, aby w jego projektowanie nie włączyć mieszkańców...

 

                                                                              - Błażej Filanowski

                                                                              (całość tekstu poniżej)