Pamiętamy o losie kobiet z więzienia na Gdańskiej

W rocznicę ewakuacji więzienie przy ul. Gdańskiej przez Niemców wiceprezydent Małgorzata Moskwa-Wodnicka oraz Jacek Wawrzynkiewicz dyrektor Muzeum Tradycji Niepodległościowych złożyli kwiaty przypominając o martyrologii więzionych tutaj kobiet i upamiętniając to wydarzenie.

Ewakuacja więzienia przy ulicy Gdańskiej 17 stycznia 1945 roku znana jest ze wspomnień Haliny Szwarc-Kłąb, agentki wywiadu AK, aresztowanej przez Gestapo w 1944 roku i osadzonej w więzieniu przy Gdańskiej (zbudowanego przez władze carskie, gdzie więziono  głównie polskich patriotów aż po czasy stalinowskie). W okresie okupacji niemieckiej było to więzienie śledcze dla kobiet. Każdego dnia wiele z nich dowożonych było do siedziby  gestapo i poddawane torturom dla wydobycia zeznań.  Skazane na śmierć oczekiwały  na egzekucje, a  te  z innymi wyrokami na wywózkę do obozu koncentracyjnego.

Od początku stycznia 1945 roku więźniarki były przekonane, że sytuacja się zmienia. Nie brano już je na przesłuchania. Ofensywa styczniowa rozpoczęła się 12 stycznia, a już z  15 na 16 stycznia do Łodzi dotarły wiadomości o natarciu I Frontu Białoruskiego i możliwości zajęcia miasta przez Armię Czerwoną. Od 15 stycznia rozpoczęła się paniczna ewakuacja Niemców. Strażniczki na korytarzach biegały nerwowo, czasami z walizkami. W nocy z 16 na 17 stycznia rozpoczęto pierwsza fazę ewakuacji więzienia. Kobiety w liczbie 56 wywołano na korytarz i oświadczono im, że rozpoczyna się wywózka -–spodziewano się najgorszego, niektóre kobiety płakały. Pierwszą grupę załadowano na jedyny dostępny samochód, który wyjechał z więzienia. Po kilku godzinach kobiety wróciły, ponieważ pojazd w granicach miasta zarekwirowało wojsko niemieckie. Wtedy stary wachman powiedział zagadkowe słowa: „Dziękujcie Bogu, że tak się stało”. Niemcy mieli wtedy jasne rozkazy - więźniów należało ewakuować, a w przypadku braku takich możliwości wymordować.

17 stycznia Gestapo było już daleko od Łodzi. Nie miał kto wydać rozkazu, co zrobić z więźniarkami więc naczelnik podjął decyzję o ewakuacji. Około godz. 16 wyczytano nazwiska kobiet z lżejszymi wyrokami. Nakazano im spakować swoje rzeczy i wypuszczono na wolność. W więzieniu zapanowała radość. Wieczorem nastąpił wymarsz reszty więźniarek w kolumnie ósemkowej. Naczelnik więzienia kierujący ewakuacją zapowiedział, że w przypadku ucieczki eskorta będzie strzelać, a oni maszerują do Pabianic, by koleją odjechać do Niemiec. Przy placu Reymonta zbiegła pierwsza grupa kobiet. Znajdowały się tam przewrócone tramwaje i nastąpiło zakłócenie marszu. Wachmani z latarkami schwytali niektóre z nich i włączyli do kolumny, ale nie użyli broni.

Po wyjściu z miasta maszerowały ciemnymi ulicami zatłoczonymi przez uciekających Niemców. Od łączników na motocyklach eskorta dowiadywała się tylko jednego, że Rosjanie są już bardzo blisko.

Naczelnik więzienia zawsze znajdował się przy szeregu, w którym szła Halina Szwarc-Kłąb. Wraz z koleżankami była przekonana, że ma rozkaz ją zabić, gdy tylko na horyzoncie pojawią się Rosjanie. Była agentka AK z wyrokiem śmierci znała przesłuchujących ją gestapowców i oficerów kontrwywiadu niemieckiego. Nagle naczelnik zbliżył się do niej zapytał:- Ty jesteś Halina Kłąb? Zrozumiała, że za chwilę zginie, ale Niemiec mówił dalej: „Jak Pani sądzi co by zrobili Rosjanie gdyby tutaj przyszli”.

„Mówił pan, że będziecie strzelać w przypadku ucieczki. Czy tak?” Niemiec zaczął się tłumaczyć, że to tak na niby, a strażnicy naprawdę mają  zakaz strzelania. Halina podała informację do czoła kolumny, która na przedmieściach Pabianic zaczęła się rozpraszać. Strażnicy praktycznie nie reagowali.

Halina Szwarc-Kłąb ukryła się w opuszczonym gospodarstwie, a 18 stycznia znalazła schronienie u starszych ludzi zatrudnionych jako dozorcy w małej fabryczce a Pabianicach. Już 20 stycznia była w Łodzi. Niemcy resztę kolumny więźniarek zostawili w Łasku, a sami uciekli na zachód. W marszu uczestniczyła też chora na gruźlicę  Maryla Biedermann,  której udało się uciec w Pabianicach, skąd zabrał ją do Łodzi lekarz rodziny Biedermannów.  Maryla zginęła w rozszerzonym samobójstwie swojego ojca kilka dni później.

Aresztowane przez Niemców kobiety nie podzieliły strasznego losu mężczyzn z więzienia w Radogoszczu. Czy zadecydował o tym przypadek zarekwirowania samochodu, który mógł je wywieźć na rozstrzelanie, czy paniczna obawa naczelnika więzienia przed Rosjanami, a może jego ludzki odruch.

 

Tekst napisany na podstawie informacji zawartych w książce Haliny Szwarc „Wspomnienie z pracy w wywiadzie antyhitlerowskim ZWZ-AK”.

 

 

Polecane aktualności

Białe gołębie nad Łodzią. Obchody Międzynarodowego Dnia Pokoju

Tomasz Walczak / BRP

Dwa białe gołębie zostały wypuszczone na placu Wolności w ramach łódzkich obchodów Międzynarodowego... więcej

 -  Fot. Andrzej Janecki/UMŁ

Pamięci Lotników Lwowskich, którzy we wrześniu 1939 roku bronili łódzkiego nieba

Tomasz Walczak / BRP

Od dwóch lat przy rondzie imienia Lotników Lwowskich w Łodzi stoi obelisk, poświęcony patronom tego... więcej

Sekretarz Miasta Łodzi, Wojciech Rosicki

Oświadczenie sekretarza miasta Łodzi Wojciecha Rosickiego

Szanowni Państwo, chciałbym wygłosić oświadczenie jako Sekretarz Miasta. Nie będę mówił o polityce,... więcej

Łódź Buduje

Łódź buduje na osiedlach. Trwa przebudowa ulicy Kolarskiej i Piłkarskiej

Małgorzata Loeffler / ZIM

Plan dla osiedli. Proste chodniki, bezpieczne zjazdy do posesji, nowa zieleń i odnowione trawniki,... więcej

TRZY MUZEA – JEDEN BILET

Już od jutra trzy łódzkie muzea zwiedzimy z jednym biletem wstępu

Sławomir Macias / UMŁ

Od września Centralne Muzeum Włókiennictwa w Łodzi Muzeum Miasta Łodzi i Muzeum Sportu i Turystyki... więcej

Kontakt