Pegaz Tuwima

"Książka jest dzisiaj jednym z wielu artykułów, które są na rynku i nie jest towarem poszukiwanym, bo jest jej pod dostatkiem. W sensie fizycznym książka jest tylko zadrukowanym papierem. Swoją wartość ma dopiero, gdy zostaje przeczytana, a dla handlowca wtedy, kiedy zostaje sprzedana." - wywiad z Benedyktem Wandachowiczem, Pegaz Tuwima

Wywiad z: Benedyktem Wandachowiczem, współpomysłodawcą antykwariatu Pegaz Tuwima

Antykwariat Pegaz jest spadkobiercą tradycji najstarszej łódzkiej księgarni. Jak to się zaczęło?

Przyświecała mi idea przeniesienia tradycji najstarszej, niestety już nieistniejącej łódzkiej księgarni Pegaz z Piotrkowskiej 47 na Narutowicza 4. To była wspólna inicjatywa z senatorem Ryszardem Bonisławskim. Jako prezes łódzkiego oddziału Stowarzyszenia Księgarzy Polskich zachowałem logo Pegaza, a tablicę poświęconą łódzkiemu księgarzowi, dokumentaliście i fotografowi Łodzi międzywojennej – Włodzimierzowi Pfeifferowi przenieśliśmy na elewację Biblioteki im. J. Piłsudskiego. Miasto wybrało naszą ofertę i przyznało ten lokal na księgarnię, która zaczęła swoją działalność 1 września ubiegłego roku. Wcześniej Pegaz był księgarnią, która handlowała książką z bieżącej oferty wydawniczej, a teraz jest to antykwariat – kupujemy książki od klientów i wystawiamy je na sprzedaż.

 

Opłaca się prowadzić antykwariat w dzisiejszych czasach?

Całe wyposażenie księgarni (regały i sprzęty) miałem już z poprzedniej swojej działalności księgarskiej. Asortyment książek na rozpoczęcie też był, nie musiałem wnosić specjalnego kapitału. Kosztem była tylko adaptacja lokalu dla potrzeb księgarni. Niestety, trafiliśmy w czas, kiedy ulica Narutowicza była modernizowana, chodniki zerwane, a komunikacja utrudniona. Na szczęście dostaliśmy ulgi czynszowe od miasta, które jednak nie rekompensowały nam strat – po prostu klienci nie przychodzili. Początki były bardzo trudne, teraz ulica jest już udrożniona i ładna, ale w dalszym ciągu obroty, jakie księgarnia uzyskuje, nie w pełni pokrywają bieżące koszy. Liczymy, że z czasem osiągniemy takie wyniki, że będziemy na plusie. Koszty, na które musimy zapracować, to czynsze, świadczenia pracownika, podatki i zakup książek. Klienci przynoszą książki, ale trzeba robić selekcję, bo rynek jest nasycony i nie jest w stanie wchłonąć nadprodukcji. Po pół roku nowości lądują w sieci, na wyprzedażach, książki są przecenione, np.  z 39 zł na 12 zł. W ostatnich latach tak się przyjęło, że w niedługim okresie: miesiąca, dwóch po ukazaniu się nowości, następuje przecena i wyprzedaże, co powoduje u klientów nawyk czekania dwa miesiące, pół roku na zakup książki. W takiej sytuacji ludzie nawet nie zaglądają do antykwariatu, bo mogą kupić nową książkę za 1/3 czy za 25% wartości. Takie są realia.

 

Dlaczego zdecydował się Pan na antykwariat, a nie księgarnię?

Całe moje życie zawodowe to praca z książką antykwaryczną. Zaczynałem w roku 1969, pisząc pracę dyplomową „Antykwariat książki w PP Dom Książki”.  Uczyłem się fachu od przedwojennych antykwariuszy z Lwowa i Warszawy, którzy po II wojnie zamieszkali w Łodzi. Antykwariat bazuje na wcześniejszych wydawnictwach, a nie tych sprzed ostatnich lat. To skutkuje tzw. selekcją czytelniczą. Ci, którzy szukają nowości, znajdą je w sieciach i na wyprzedażach. Natomiast szperacze trafiają do antykwariatu. Ludzie starsi robią większe zakupy w antykwariatach niż ludzie młodzi, którzy zresztą korzystają z elektronicznych nośników informacji. Nie sprzedają się już w antykwariacie encyklopedie i słowniki, źródła, które można mieć z Internetu. Studenci, jeżeli przychodzą do antykwariatu, to nie po to, aby odkupić używany podręcznik, ale dla własnej przyjemności, poszerzenia wiedzy i hobby. Najbardziej wymagający są bibliofile, szperacze, dla których antykwariat jest matecznikiem.

 

Jakie książki są najczęściej kupowane?

Najstarsze pokolenie kupuje książki dla wnuków – już nawet nie dla siebie, bo oni w zasadzie swoje przeczytali, wciągnęli się teraz w seriale w telewizji. Często przez sentyment dla własnych lektur kupują te książki, na których się wychowali. Nie wiem, czy z radością przyjmowane są te prezenty przez wnuków, niemniej dziadkowie mają satysfakcję. Natomiast klienci w przedziale do lat 50 kupują książkę literacką i taką, która dotyczy ich zainteresowań (np. historia, fantastyka, o działce, poradniki dla wędkarzy). Panie kupują klasykę, chociaż przez klasykę nie należy rozumieć Sienkiewicza czy Żeromskiego, bo w zasadzie to się nie sprzedaje. Jest to segment lektur szkolnych czytanych niekiedy pod przymusem.

 

Co przynoszą ci, którzy przychodzą i sprzedają książki – wszystko, co wpadnie im w ręce?

Najczęściej przychodzą osoby, które robią porządki w domu i chcą się tych książek pozbyć. Czas weryfikuje wiele lektur. Zmienia się pokolenie czytelnicze, nie sprzedaje się Fleszarowa, a nawet Chmielewska. Teraz są już nowe nazwiska, ale ci młodzi 30-letni ludzie częściej kupują książkę, która poszerza zakres ich profesjonalnych zainteresowań. Książki literackie natomiast kupują na bieżąco, oczywiście zazwyczaj z półrocznym poślizgiem.

Ostatnio w księgarni widziałam przeceny – książka kosztuje 5 czy 9 złotych, takie ceny są przecież w antykwariacie!

Jest jeszcze problem tego rodzaju, że klienci przyzwyczaili się do różnych wyprzedaży. Na wzór sklepów, gdzie wszystko jest po 2,90 zł, chcą przyjść od antykwariatu i kupować bardzo tanio. A cena w antykwariacie wynika z zakupu – muszę kupować taką książkę, która ma wartość handlową, muszę za nią płacić i z tego wynika cena sprzedaży. Nie opłaca się kupować książki za 1 zł i sprzedawać za 2 zł, bo to nieekonomiczne. Książka nie jest artykułem pierwszej potrzeby i klienci przychodzą dopiero po zaspokojeniu potrzeb bytowych. Kultura zawsze przegrywała w rywalizacji z dobrami podstawowymi.

 

Ile książek jest w antykwariacie?

Nie wiem, nie liczyłem. Jest 20 regałów, w każdym po 6 półek…

 

Co powinno się zmienić, żeby ten biznes był bardziej opłacalny?

Książka jest dzisiaj jednym z wielu artykułów, które są na rynku i nie jest towarem poszukiwanym, bo jest jej pod dostatkiem. W sensie fizycznym książka jest tylko zadrukowanym papierem. Swoją wartość ma dopiero, gdy zostaje przeczytana, a dla handlowca wtedy, kiedy zostaje sprzedana. Czas głodu książki minął. Pojawiła się konkurencja w postaci innych nośników informacji. Młodzież zdobywa teraz wiedzę tym jednym palcem – przesuwa, przesuwa, przesuwa… Przykładem tego, że era Gutenberga przechodzi do historii, jest fakt, że „Encyklopedia Britannica” już nie wychodzi w wersji papierowej, tylko w elektronicznej. Młodzi nie potrafią posługiwać się encyklopedią i słownikiem, bo nawet nie znają kolejności alfabetycznej. W komputerze naciśnie się klawisz i hasło samo wychodzi.

 

A kiedy były najlepsze czasy dla książki?

Dla książki, dla czytelnictwa i dla antykwariatu najlepsze czasy były w stanie wojennym. Raz, że był głód książek, bo było ich mało (zawsze za komuny był deficyt papieru). Dwa, w telewizji nie było co oglądać, trzy, z powodu godziny policyjnej życie towarzyskie było ograniczone.

Osoby, które chcą prowadzić antykwariaty, powinny zakładać fundacje, które będą skupiać wokół siebie środowisko ludzi interesujących się literaturą. Wtedy istotą działalności będą spotkania literackie, kluby czytelnika, a nie samo kupowanie.

Nie ma recepty na sukces w biznesie, także książkowym. Antykwariaty, sklepy bukinistyczne z książką używaną prowadzą ludzie, którzy mają małe doświadczenie. Otwierają się także firmy, takie jak moja. Ale to o niczym nie przesądza. Oczywiście moja wiedza z perspektywy 45 lat w księgarstwie i pracy z książką jest zupełnie inna niż młodego człowieka. Ale ja się posługuję swoją pamięcią, a młody człowiek komputerem i może mieć nade mną przewagę. Wszystko zależy od determinacji, zmysłu, smykałki. We wszystkim trzeba mieć dar boży, w każdej działalności, czy się jest cieślą, antykwariuszem, czy lekarzem.

 

Myślał Pan o tym, żeby robić takie spotkania literackie powiązane ze sprzedażą?

To jest marketing po stronie wydawcy i księgarni, która sprzedaje nowości i na spotkaniu autorskim robi obrót jednym tytułem. Myślę o spotkaniach i wspólnych inicjatywach z bibliofilami Łódzkiego Towarzystwa Przyjaciół Książki.

 

Ile czasu Pan sobie daje ?

Pierwszy rok będzie decydujący i muszę powiedzieć, że nie wyobrażam sobie, mieć dzisiaj 30 lat i zaczynać bez doświadczenia. W zasadzie ja miałem księgarnię już gotową, tylko należało wstawić ją w ten adres. Gdybym musiał mieć kapitał na rozruch, księgozbiór i zarobić na bieżące potrzeby, a jeszcze się z tego utrzymać… Praca z książką i kontakty z klientami to jest mój sposób na życie, w którym już się zrealizowałem jako księgarz i antykwariusz.

Polecane aktualności

W Senacie RP po przyjeciu uchwału o Roku Jana Kowalewskiego -  Andrzej Janecki

Pamiętamy o Janie Kowalewskim

Andrzej Janecki / BKSiDŁ

Warsztaty kryptograficzne, specjalny numer Kroniki Miasta Łodzi oraz wystawa plakatów z czasów wojny... więcej

Spektakle familijne, nowy program edukacyjny i artystyczny, premiery w domach dziecka i domach samotnej matki - oto jaki będzie nadchodzący rok w Teatrze Pinokio -  mat. arch. UMŁ

Taki będzie nadchodzący rok w Teatrze Pinokio

Małgorzata Loeffler / Wydział Kultury

Spektakle familijne, nowy program edukacyjny i artystyczny, premiery w domach dziecka i domach... więcej

Europejski Dzień Seniora w Aquaparku FALA -  mat. arch. UMŁ

Europejski Dzień Seniora w Aquaparku FALA

Informacja prasowa

Dzień seniora na FALI obchodzimy 21 października (poniedziałek). Z tej okazji przygotowano dla... więcej

Ulica Piotrkowska gra dla łódzkich domów dziecka -  fot. z arch. UMŁ

Ulica Piotrkowska gra dla łódzkich domów dziecka. Wielki finał zbiórki

Zuzanna Bociąga / ŁCW

Z inicjatywy przedsiębiorców z ul. Piotrkowskiej do zbiórkowego Komitetu Społecznego przekazanych... więcej

 -  Andrzej Janecki UMŁ

Mamy Rok Jana Kowalewskiego

Andrzej Janecki / BKSiDŁ

Senat RP podjął uchwalę w sprawie ustanowienia roku 2020 Rokiem Jana Kowalewskiego. W ten sposób... więcej

Kontakt