Nasi „bracia mniejsi”, ale niejednokrotnie dla nas – najważniejsi, wielcy, niezbędni. Czasami lepsi od nas samych, o czym w ekstremalnej wersji napisał swego czasu Bursa, opierając się na przykładzie pantofelka. Nasze bratnie dusze w kolorze, z humorem, ciepłem i w ulubionej przez autorkę konwencji ilustracji mid-century. Do serca przytul psa… i nie tylko, człowieku!
Agata Armatys, absolwentka łódzkiej ASP, zajmuje się ilustracją, malarstwem sztalugowym słusznych rozmiarów, tworzeniem murali we wnętrzach i projektowaniem (czasem też szyciem) ubiorów oraz stylizowaniem ludzi, jeśli sobie tego życzą. Nie gardzi aranżacją wnętrz i lubi przywracać stare meble do życia poprzez renowację lub upcykling. Żeby nie mówić za dużo, pisze do szuflady (nie zawsze serio) albo do czasopisma (ostatnio o modzie). Jak się domyślacie, a ci, którzy ją znają – wiedzą - że ta autoterapia się nie sprawdza. Autorka prac obiecuje, że pozwoli się im za nią wypowiedzieć. Bez słów.
Wernisaż wystawy Agaty Armatys - Bratnie dusze w BohoArt Cafe
- kategoria:
- Kultura i sztuka
Tym razem będzie to opowieść o naszych relacjach z istotami, które posiadają na ogół więcej niż dwie nogi (czasem dużo więcej), a niektóre mniej niż dwie, albo wcale ich nie mają.

