- Łatwo nie było. Umęczyłam się bardzo, ale też ubawiłam się niesamowicie. Fale sięgały do 2,5 metra i byłam trochę przerażona. Nigdy w życiu nie pływałam na takich falach! To było coś niesamowitego – podsumowała medalistka mistrzostw świata i mistrzyni Europy w klasie Runabout GP4 Ladies oraz mistrzyni Polski w klasie Runabout GP4.
Zawody i ich otoczka po raz kolejny zrobiły na łodziance ogromne wrażenie. Zaproszenie od króla Muhammada VI nie było jedyną formą kontaktu z marokańskim monarchą, a gospodarze dokładali wszelkich starań, by uczestnicy czuli się w północnej Afryce jak u siebie w domu. O ich dobre samopoczucie dbali m.in. przedstawiciele Królewskiej Marokańskiej Federacji Motorowodnej z dyrektorem Halim ElAidi oraz federacji IJSBA z dyrektorem Peterem De Smet na czele. Ten ostatni zadbał o to, by łodzianka mogła wystartować na swoim ukochanym Sea Doo Spark.
- Obie federacje otoczyły mnie niesamowitą opieką w każdym aspekcie - przyjazdu, pobytu, wyjazdu i samych zawodów Przyleciałam tutaj sama, jako jedyna z Polski, ale ani przez chwilę nie czułam się samotna. Na każdym kroku spotykałam się z ogromną gościnnością i pomocą. Gospodarze to niezwykle życzliwi ludzie, niesamowicie pomocni i szczerze uśmiechnięci. Dzięki nim czułam się tam jak u siebie. Bardzo się mną zaopiekowali, zapewniając dosłownie wszystko. Nie musiałam się o nic martwić i mogłam się skupić na wyścigach Nie da się opisać emocji, jakie towarzyszą temu krajowi, a szacunek, jakim darzone jest to wydarzenie jest czymś absolutnie niezwykłym i niespotykanym. Z ogromnym podziwem obserwowałam, jak król Maroka Mohammed VI pojawia się na zawodach i towarzyszy uczestnikom podczas ceremonii – podsumowała Anna Jachimek.

